"Rola" człowieka
Wyobraź sobie pole, które trzeba przygotować pod uprawę. Praca jest ciężka, postępuje powoli, a od jej wyniku zależy czyjeś utrzymanie. Pojawia się maszyna, która może przejąć znaczną część wysiłku.
Czy praca człowieka traci wtedy wartość? A może zmienia się to, na czym ta wartość polega?
Od ciężkiej pracy do świadomego wykorzystania narzędzi
Z lektury „Orki” Władysława Reymonta mocno utkwił mi w pamięci obraz ogromnego ludzkiego wysiłku. Nie porównuję doświadczeń jej bohaterów z pracą przy komputerze. Ten literacki obraz skłania mnie jednak do refleksji: jak wiele zmienia dostęp do narzędzia, które odciąża człowieka?
Praca zasługuje na szacunek również wtedy, gdy jest żmudna i wykonywana ręcznie. Możliwość jej ułatwienia nie odbiera jej znaczenia. Nie musimy zachowywać dawnego poziomu trudności, aby rezultat nadal był wartościowy.
Narzędzie może ograniczyć wysiłek potrzebny do realizacji zadania. Nie gwarantuje, że wybraliśmy właściwe zadanie.
AI trzeba nauczyć się używać
Przy tworzeniu własnej strony wielokrotnie otrzymywałem propozycje, które nie odpowiadały temu, co chciałem osiągnąć. Tekst nie oddawał mojej myśli. Grafika nie pasowała do zamierzonego stylu. Rozwiązanie działało w jednym miejscu, ale nie współgrało z resztą witryny.
Potrzebne były kolejne polecenia, doprecyzowania i poprawki. Czasem także ręczne modyfikacje. Efekt końcowy powstawał stopniowo.
Część trudności mogła wynikać ze sposobu, w jaki opisywałem oczekiwania. Formułowanie polecenia również wymaga jednak pracy. Trzeba uporządkować pomysł, wskazać ograniczenia i wyjaśnić, co jest ważne. Nieraz dopiero po obejrzeniu pierwszej wersji potrafiłem dokładniej określić, czego potrzebuję.
Ważna jest również świadomość własnych ograniczeń. Jeżeli nie rozumiem otrzymanego rozwiązania, trudniej mi ocenić jego poprawność. Wtedy potrzebuję dodatkowej wiedzy, testu lub konsultacji. Samo przekonujące wyjaśnienie narzędzia nie wystarcza.
Mniej powtarzania, więcej myślenia o całości
Jednym z użytecznych zastosowań AI było dla mnie poprawianie i ujednolicanie stron. Zmiana przyjęta w jednym miejscu często wymagała wdrożenia na kolejnych podstronach. Powtarzanie podobnych czynności zajmowało czas, choć kierunek działania był już ustalony.
AI pomagało skrócić ten etap. Ułatwiało także przygotowanie wersji pomysłu, którą mogłem zobaczyć i sprawdzić w praktyce.
Nie oznaczało to, że przestawałem myśleć o projekcie. Więcej uwagi mogłem skierować na jego całość: wygląd, styl, strukturę informacji, nawigację i wygodę korzystania. Zastanawiałem się, czy element jest potrzebny, czy pasuje do pozostałych i czy rzeczywiście pomaga odbiorcy.
Wygenerowany wynik wymaga sprawdzenia
Przy tekście pytam, czy przekazuje moją myśl, jest zrozumiały i nie zawiera twierdzeń, których nie potrafię uzasadnić. Przy stronie sprawdzam, czy zmiana działa w różnych miejscach i czy nie utrudnia korzystania z innych elementów.
Błędy mogą pojawić się zarówno w propozycji AI, jak i w moich założeniach czy poprawkach. Dlatego kontrola nie powinna polegać wyłącznie na szukaniu pomyłek narzędzia. Potrzebny jest również krytyczny stosunek do własnych decyzji.
Dla mnie nadzór człowieka ma znaczenie wtedy, gdy może wpłynąć na wynik. Samo kliknięcie „akceptuj” nie wystarcza. Trzeba mieć możliwość odrzucenia propozycji, zmiany kierunku i zatrzymania publikacji, jeżeli pojawiają się wątpliwości.
Im większe konsekwencje zastosowania wyniku, tym staranniej należy określić sposób jego sprawdzania. Innego poziomu kontroli wymaga robocza ilustracja, a innego rozwiązanie wpływające na dane, bezpieczeństwo czy działanie procesu.
Szybsza pierwsza wersja nie oznacza końca pracy
Nie zawsze odczuwam, że dzięki AI mam więcej wolnego czasu. Przygotowanie pierwszej wersji może być krótsze, ale później pojawiają się poprawki, testy i optymalizacja.
Czasem możliwość łatwego sprawdzenia kolejnego wariantu prowadzi do dalszego dopracowywania projektu. Oszczędność na jednym etapie zostaje przeznaczona na inny. Nie musi to być problem, jeżeli poprawia użyteczność wyniku, ale warto uczciwie uwzględnić ten nakład.
Dlatego jego wartości nie oceniałbym wyłącznie liczbą wygenerowanych materiałów czy szybkością odpowiedzi. Ważne jest, ile pracy potrzeba, aby rezultat stał się poprawny, przydatny i możliwy do utrzymania.
Człowiek nadal wnosi doświadczenie i kierunek
Na stwierdzenie „przecież zrobiło to AI” odpowiedziałbym: narzędzie uczestniczyło w wykonaniu. Mój udział obejmował pomysł, określenie kierunku, wybór propozycji, poprawki i sprawdzenie efektu.
Dla biznesu oznacza to potrzebę włączenia specjalistów w dobór i wdrażanie narzędzi. Osoby znające proces potrafią wskazać jego wyjątki, ograniczenia i skutki błędów. Ich wiedza pomaga określić, co warto automatyzować i jak oceniać wynik.
Obawy przed zmianą pozostają zrozumiałe. Dlatego wdrożeniu powinny towarzyszyć czas na naukę, jasne zasady i wsparcie. Sama dostępność technologii nie zapewnia jeszcze warunków do dobrego korzystania z niej.
Transformacja wymaga roztropności
Nie traktuję własnego doświadczenia jako dowodu, że każde stanowisko pozostanie bez zmian. Technologia może istotnie zmieniać zadania i sposób organizacji pracy. Warto jednak odróżnić przejęcie części czynności od zastąpienia całego wkładu człowieka.
Zmienia się technologia i zmienia się rola człowieka. Zmiana roli nie oznacza jednak sama w sobie jego zastąpienia.
Systemy wspierają ludzi - ludzie tworzą wartość.
Źródła i dokumentacja
- Władysław Stanisław Reymont - „Orka” - tekst w Wolnych Lekturach.